Bővebb ismertető
Z DLUGOSZA Bylo w miejscu spotkania szesc wysokich d§bów, na które powylazilo wielu ludzi, czy królewskich, czy krzyzackich, nie wiadomo, a to día przypatrzenia sifj z góry pierwszemu na siebie nieprzyjaciól natarciu i obu wojsk powodzeniu. Tak straszny zas za ich spotkaniem, z wzajemnego uderzenia kopij, chrzQstu scierajqcych síq zbroi i szcz^ku mieczów, powstal huk i lomot, ze go na kilka mil w okolicy slychac bylo. M^z na m^za napieral, kruszyly z trzaskiem orqze, godzify w twarz wymierzone wzajem groty. W tych zamie-szaniu i zgielku trudno rozróznic bylo dzielniejszych od slabszych, odwaznych od niewiesciuchów, wszyscy bowiem jakby w jednym zawisli tlumie. I nie cofali si§ wcale z miej-sca, ani jeden drugiemu ust^powal pola, az gdy nieprzyja-ciel zwalony z konia albo zabity rum otwieral zwyciQzcy. Gdy na koniec polamano kopije, zwarly síq z sobq tak silnie obu stron szyki i or^ze, ze juz tylko topory i groty na drzew-cach ponasadzane, tluk^c o siebie, przerazliwy wydawaly loskot, jakby bijace w kuzniach mloty. Jezdzcy scisnieni w natloku szablq tylko nacierali na siebie i sama juz wtedy sila, sama dzielnosc osobista przewazala." wszyscy jakby w jednym zawisli tlumie" tak widzi5