Bővebb ismertető
Tom pierwszy
Wi
ieczör jesienny cieply byl jeszcze, ale w powie-trzu czuc siQ dawala ta won, ktöra kazd^ porQ roku odznacza. Lekki wietrzyk od Wisly i Iqk a pol, od dalszych lasöw 1 za-rosli przynosil wyziewy lisci wi^dn^cych, usychajqcych traw, kieikuj^cych zböz zasianych, ktöre ?ywo wsröd pozölklych scierni siQ zielenily, i mgly niewidocznej jesieni. Niebo zio-ciio si^, rumienilo, barwilo sinymi i liliowymi oblokami, spod ktörych blady, zielonawy lazur pölnocy przegl^dal. Z dali zaden glos nie dochodzil, nie widac bylo na bloniach ruchu i zycia. Jak mrowki przesuwaly siq tylko gdzieniegdzie trud-ne de rozpoznania postacie na plowych sciezkach i goscin-cach, ktöre pola i l^ki krzywymi przerzynaiy paskami. Cisza wieczoru i jesieni kolysala swiat bozy do spoczynku
W otwartym oknie krakowskiego zamku, na pierwszym piQ-trze, siedzialo przepi^kne dziewczQ. Odblysk wieczornego swiatla cudownie lice jej lagodnym swym blaskiem oblewaL Siedziaia, jakby za wzör sluzyc miala do obrazu Luiniemu 2, Bellinowi jednemü z tych mistrzöw wloskich, ktörzy ostatnie idealy niewiescie, jakby zegnaj^c si^ z nimi, na piötno prze-niesli. Twarzyczka dziwnie regularnych rys6w, swieza a!cz blada, przypominala tez kame^ r^k^ mistrza na kamieniu drogim wyrzezbion^. Smutek i tQsknota poetyczny wyraz na-dawaly temu obliczu madonny.
Patrzala przez okno na dalekie blonia, lecz pewnie nie wi-dziala nie oprocz tego, co sIq na tie ciemnym jej duszy malo-walo. Przechodzily po nim jakies cienie przeszlosci czy na-