Bővebb ismertető
ogodny letni ranek budzi nad Tatrami. ty W dolinie panuje jeszcze szarosé switu, ale wierzcholki wynioslych szczytów oswietlone sq juz pierwszymi promieniami wschodzqcego slonca. Ceglasta czerwien stopniowo rózowieje, aby osiqgnqc wkrótce intensywnq bialosc slonecznego blasku. Blask ten schodzi coraz nizej, coraz blizej dna dohny. Sciany i zbocza dotqd szaré i plaskie, zaledwie kontúrem grani rysujqce si$ na tle bladego nieba przedswitu, teraz stajq si$ plastyczne, trójwymiarowe3 odslaniajq szczególy swojej rzezby: zleby i grzgdy, pionowe kominy i trawiaste platformyy plytowe ryfitty, zebra, pólki. Slonce jest coraz wyzej ponad liniq horyzontu. Dalekie, ciche równiny lezqce jakby gdzies na krancach swiata tonq w slonecznej powodzi. Mroczne dno tatrzanskiej doliny opiera si$ jeszcze przed tym zalewem swiatlay ale juz blyszczq w sloncu zielone lany kosodrzewiny i trawiaste Iqki3 a za chwilg wiqzka prornieni wedrze siq do wngtrza niewielkiej skalistej koleby lezqcej o kilka kroków od brzegu strumienia. Spiqcy w kolebie turysta poruszyl si$ leniwie i przesunql tak> aby si$ znalezc w zasi$gu slonca. Noc byla zimna i pomimo puchowego spiworUy w którym tkwil - czul si$ trochg przemarzniqty. Teraz nareszcie bylo mu cieplo. Dalsza drzemka trwala jednakze niedlugo. Po godzinie zar sloneczny stal si$ zbyt silny. Turysta wypelznql ze spiworu. Rozejrzal si$ dokola. Glaz5 pod którym znajdowala si$ koleba3 lezal na niewielkiej Iqczcey pokrytej bujnq trawq. Kwiaty na Iqce mienily si$ róznorodnosciq barw: zóltq, niebieskq, rózowq5 bialq. Wokól otworu koleby rozrzucone byly wielkie bloki skalne, tworzqce rodzaj rnalutkiej kotlinki. To bylo gospodarstwo samotnego turysty - miejsce na ognisko, glazy, na których siadal lub